Rozdział 2
To nie tylko zależy ode mnie. Muszę porozmawiać z bratem.
- W porządku. Powiedz tylko czy ty się wstępnie zgadzasz. To chyba uczciwa propozycja?
- Tak… zgadzam się… chyba nie mam wyboru.
- Cieszymy się, że doszliśmy do porozumienia. Idź do brata najwcześniej jutro po południu. Ja dzisiaj będę rozmawiać z Teddym, a Pam z Alexem ta <a href="http://kobieta-dziecko.obrazeczki.com" target="_blank">Kobieta</a>.
- Dobrze. Mogę zadać pytanie?
- Proszę.
- Dużo ryzykujecie. A wasze dzieci?
- Są bezpieczne. Wiedzą dlaczego musiałyśmy wyjechać, i tak szczerze to bez ich zgody nigdy byśmy się nie odważyły na taki krok. Do jutra. Przyjdziemy wieczorem.
Po wyjściu z hotelu panie skierowały swoje kroki w kierunku najbardziej strzeżonego miejsca w Panamie – Sony. Dwie kobiety, dwóch mężczyzn, dwa widzenia, dwa osobne miejsca rozmów oddzielone wysokim płotem i jedno jedyne pragnienie – być razem, kochać.
- Susie Q... – T-Bag po raz pierwszy czuł, że brakuje mu słów. Jego śliczna Susie Q stała przed nim i uśmiechała się do niego – Moja słodka Susie Q… - i nic więcej już nie potrafił powiedzieć, był w szoku… jeszcze nigdy jego serce nie waliło tak oszalałe ze szczęścia jak w tym momencie.
- Hey my Teddy Bear imieninowe :)
- Co ty tu robisz? Nie powinnaś mnie oglądać w takim stanie… Myślałem, że mnie nienawidzisz… A gdzie dzieci? – T-Bag wyrzucił to z siebie jednym tchem, chciał powiedzieć dużo więcej. Teraz kiedy Ona tu była dla niego, na jego usta cisnęła się masa najrozmaitszych słów, niektórych już dawno przez niego zapomnianych…
- Teddy posłuchaj przyjechałam razem z Pam do Panamy i wyciągniemy Cię stąd.
- Susan! Z kim przyjechałaś?! I co ty zamierzasz zrobić?!
- Spójrz na prawo – to Pam Mahone. Ona chce wyciągnąć stąd byłego męża, ja Ciebie. Rozmawiałyśmy z Burrows’em. Jutro porozmawia ze Scofield’em i przekona go aby was zabrał ze sobą.
- Po pierwsze Scofield nie zgodzi się na moją ucieczkę, po drugi Susan do cholery! To jest strasznie niebezpieczne! Jeśli coś Ci się stanie? Pomyślałaś o dzieciach?! Już wolę zgnić tutaj niż… nie… nawet nie chce mi to przejść przez gardło…
- Teddy proszę… dzieci są z moją kuzynką, całe i bezpieczne. Scofield się zgodzi bo potrzebują pieniędzy, a ja je mam – przecież zostawiłeś mi i dzieciom 2 miliony…
- Susie…
- Kocham Cię, dzieci Cię kochają…
- Po tym co wam zrobiłem?
- Tak…
>>> W tym czasie tuż obok;) <<<
- Pam kochanie… nie wierzyłem, że kiedykolwiek Cię zobaczę… ale ten pomysł, żebyś wyciągała mnie stąd razem z tą Susan… To niebezpieczne. No i zostawiłaś Camerona z kuzynką tej całej Susan. Przecież nawet jej nie znasz!
-Zaufaj mi. Do jutra nic nie mów Scofield’owi. No i zadbaj aby Bagwell wyszedł stąd razem z tobą cały i zdrowy, proszę chroń go – Susan tak na nim zależy…
- Dobrze…
- Muszę już iść. Kocham Cię…
Kiedy panie odeszły Alex i Teddy zaczęli rozmawiać (trochę dziwnym by przecież było, jakby udawali, że się nie znają… ).
- Nie powiem abym był zachwycony pomysłem Pam i jej prośbą abym Cię pilnował… - zaczął Alex
- Ty mnie pilnować? *hahaha* Susan prosiła abym to ja cię pilnował…
-No to wychodzi na to, że mamy pilnować siebie nawzajem… Idzie Michael, nic mu nie mów…
- Przecież wiem. Nie jestem głupi.
- A wyglądasz – roześmiał się Alex i nagle dłoń T-Baga znalazła się na jego szyi
– Gdyby nie prośba Susan, już dawno byś nie żył – wycharczał mu do ucha i odszedł. Michael z niesmakiem oglądał już od pewnej chwili jak Alex z Teodorem rozmawiają, już zaczął podejrzewać ich o jakieś wspólne interesy gdy zobaczył jak T-Bag grozi Alexowi i odchodzi szybkim krokiem w stronę korytarzy przeznaczonych tylko dla ludzi Lachero.
Nastał nowy dzień. Scofield szedł po gorącym piasku na spotkanie z bratem, niepewny tego co przyniesie mu ten kolejny dzień. Kolejny dzień bez Sary…
- Cześć brat. Coś nowego?
- Cześć. Możemy mieć pieniądze na ucieczkę i nowy start- okrągły milion.
- Ale…?
- Co?
- Zawsze jest jakieś ale… Skąd te pieniądze? Za co? Co znowu musimy poświęcić…
- Po prostu oprócz Whistler’a zabierzesz jeszcze dwie osoby z sobą…
- Kogo i dla kogo? Kto za to płaci?
- Płacą rodziny obu tych więźniów.
- KOGO?!
- T-Baga i Mahone’a…
- Nie ma mowy.
- Inaczej nie będziemy mieli za co uciec i zabiją nas i LJ’a… Proszę…
- Mówisz że płacą ich rodziny… Czyli kto i skąd mają 1’000’000$ ?
- Była żona Mahone’a – Pam i Susan Hollander… nie wiem kim ona dokładnie była dla T-Baga, ale ona go kocha…
- Czy mi się wydaje, czy mówiąc o tej całej Susan wyczułem cieplejszą nutę i zarazem nutę zawiści kiedy mówiłeś że Ona kocha T-Baga?
-Wydawało Ci się – odparł naburmuszony Lincoln. – Wyciągniesz ich stąd?
- Mogę się zastanowić?
- Tak…
- Idę… i nie wpakuj się w nic, bo nie chciałbym aby po ucieczce z Sony T-Bag zabił Cię bo przespałeś się z jego kobietą.
- Znaczy zabierzesz ich z sobą?
- A mam wybór? Dla Ciebie i LJ’a wyciągnąłbym stąd samego diabła… i chyba to robię znów wypuszczając Bagwella… Ale proszę jeszcze im tego nie mów, muszę się z tym przespać. - Ledwie Michael wrócił do wnętrza Sony, która zdawała się pochłaniać wszystkich i zmieniać ludzi w zwierzęta, stanął twarzą w twarz z Alexem i Teodorem.
- Powiedział Ci prawda? Weźmiesz nas?
- Jeszcze nie wiem… Muszę to przemyśleć… Dajcie mi chwilę czasu…
- Myśl szybko chłopczyku – powiedział T-Bag i pospieszył na spotkanie z Lachero.
Lincoln wszedł do restauracji gdzie <a href="http://imieninowe.kubusia.com" target="_blank">życzenia imieninowe</a> miał się spotkać z Susan.
- Masz zdjęcie LJ’a?
- Proszę. Jak tam nasza sprawa?
- Byłem dzisiaj w Sonie. Michael próbuje wymyślić jak najbezpieczniej opuścić Sonę – tak aby nikomu nic się nie stało. Nie martw się będziesz miała swojego Whistlera.
- Mam nadzieję. Coś jeszcze się wydarzyło?
- Nic.
- A te dwie kobiety które Cię wczoraj rano odwiedziły?
- Stare znajome. Prosiły abym oprowadził je po Panamie. Nikt ważny..
- Tylko nie próbuj zrobić czegoś głupiego. Pamiętaj że mam Cię na oku i jeśli zaczniesz kombinować to skrócę Twojego syna o głowę. Zrozumiałeś mnie?
- Jasno i wyraźnie. – Ledwie Lincoln opuścił restaurację i imieninowe wyciągnął telefon, poszukał w kieszeni dwóch wymiętych wizytówek – Pam Mahone i Susan Hollander. Przez chwilę tępym wzrokiem wpatrywał się w obie wizytówki by jedną z powrotem wcisnąć w głąb kieszeni.